
WIBOR jest niszą, w której kancelarie najczęściej mylą łatwość pozyskania zgłoszenia z łatwością zamknięcia sprawy. Zgłoszeń jest dużo, bo problem jest odczuwalny w domowym budżecie każdego kredytobiorcy ze zmiennym oprocentowaniem. Podpisów jest mało, bo klient boi się i ma pełne prawo się bać. Ta nisza wymaga innej rozmowy niż wszystkie pozostałe - i o tym jest ten tekst.
Sprawy z tej niszy dotyczą kredytów hipotecznych o zmiennym oprocentowaniu, w których oprocentowanie stanowi sumę marży banku i wskaźnika referencyjnego. Klient kwestionuje klauzulę oprocentowania - narzędziem jest tu kontrola postanowień umownych z art. 385(1) k.c., czyli ten sam instrument, który znamy ze spraw o kredyty walutowe. Na tym kończy się to, co można powiedzieć bez wchodzenia w przewidywanie wyroków, i dokładnie dlatego dalsza część tego tekstu jest o operacjach, nie o prawie.
Jedna rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost, bo decyduje o całej komunikacji w tej niszy: sprawy o kredyty walutowe mają za sobą lata orzekania, sprawy o WIBOR nie mają. Kancelaria, która mówi klientowi „jak franki, tylko dla złotówkowych", zawiesza swoją wiarygodność na czymś, czego nikt jeszcze nie potwierdził. To nie jest ostrożność prawnicza, to rachunek: klient, któremu obiecano analogię, wraca z pretensją.
Klient WIBOR ma trzy cechy, których nie ma w żadnej innej niszy roszczeniowej.
Ma dużo do stracenia.
Mówimy o kredycie hipotecznym, czyli o jego mieszkaniu. Nie jest to sprawa o kilka tysięcy złotych z pożyczki, którą można sobie odpuścić. Ta asymetria napędza ostrożność.
Jest częściowo poinformowany, ale błędnie.
Prawie każdy słyszał o frankach i zakłada, że jego sprawa to ta sama historia. Pierwsza rozmowa to często rozbieranie tego założenia, a nie sprzedaż.
Ma horyzont, którego nie akceptuje.
Sprawa sądowa o kredyt hipoteczny trwa lata. Klient, któremu obiecano szybki efekt, odchodzi po pierwszym terminie i zabiera ze sobą opinię o kancelarii.
Konsekwencja operacyjna: w WIBOR nie wolno obiecywać wyniku. Nie z powodów etycznych, ale ekonomicznych. Sprawa z tej niszy to wieloletnia relacja, a klient rozczarowany w szóstym miesiącu jest kosztem, nie przychodem.

W SKD klient decyduje się w dniach. W WIBOR w tygodniach, a często w miesiącach. Powody są konkretne: decyzja jest zwykle wspólna z małżonkiem, klient chce zobaczyć wyliczenie na własnej umowie, a temat wraca do niego przy każdej racie.
To zmienia sposób pracy z kontaktem. Praktyka, która się sprawdza:
Pierwsza rozmowa nie sprzedaje, tylko diagnozuje.
Zadanie: potwierdzić typ kredytu, ustalić kto jest stroną, umówić konkret - najczęściej przesłanie umowy i analizę.
Druga rozmowa jest na liczbach klienta.
Nie na przykładach, nie na średnich. Wyliczenie na jego harmonogramie jest w tej niszy głównym narzędziem sprzedaży.
Trzecia rozmowa jest o ryzyku i horyzoncie.
Uczciwe rozłożenie scenariuszy przed podpisem to inwestycja w to, żeby klient nie odpadł w połowie postępowania. Klient, który wie, na co się pisze, nie wypowiada umowy w drugim roku.
Kontakt nie umiera po „nie teraz".
To najczęściej marnowany zasób w tej niszy. Klient, który powiedział „poczekam, co zrobią sądy", jest kontaktem żywym - wraca, kiedy zmieni się otoczenie albo kiedy jego rata znów podskoczy. Bez uporządkowanego systemu powrotów tracisz część portfela, którą już masz opłaconą.
Zgłoszenie w sprawie WIBOR kwalifikuje się dokumentowo łatwiej niż SKD, ale trzeba odsiać trzy rzeczy: złe zobowiązanie, złą osobę i złe oczekiwania.
Punkt szósty jest tym, którego prawie nikt nie zadaje na etapie kwalifikacji, i który najbardziej podnosi jakość portfela.
Największy paradoks tej niszy: uczciwe mówienie o ryzyku podnosi konwersję na podpis, a nie obniża. Klient hipoteczny jest ostrożny i wyczuwa nadmierną pewność jako sygnał ostrzegawczy. Cztery sformułowania, które działają lepiej niż obietnice.
Zamiast „wygramy" - „tak wygląda dziś linia orzecznicza i tak może się zmienić".
Klient nie oczekuje gwarancji od prawnika. Oczekuje, że ktoś powie mu prawdę, której nie usłyszał w reklamie.
Zamiast „to potrwa chwilę" - konkretny horyzont z widełkami.
Osoba, która wie, że mówimy o latach, i mimo to podpisuje, jest klientem, który zostanie. Osoba, która tego nie wie, jest przyszłym wypowiedzeniem umowy i negatywną opinią.
Zamiast ogólnych korzyści - wyliczenie na jego harmonogramie.
To jedyne narzędzie, które w tej niszy naprawdę sprzedaje. Klient patrzy na własną ratę, nie na przykład z internetu.
Zamiast presji - jasne wskazanie, co się dzieje, jeżeli nie zrobi nic.
Bez straszenia. Sam fakt, że przedstawiasz również scenariusz bierny, buduje wiarygodność.

W WIBOR znacząca część podpisów pochodzi od osób, które przy pierwszej rozmowie powiedziały „nie teraz". To nie jest odmowa, to odłożenie decyzji - i jeżeli nie masz systemu powrotów, oddajesz te sprawy komuś, kto zadzwoni później.
Co się sprawdza w praktyce:
Rozdziel „nie" od „nie teraz".
To dwa różne statusy w CRM, a nie jeden koszyk „nieudane". Bez tego rozdzielenia nie da się pracować z portfelem.
Ustaw powroty na zdarzenia, nie tylko na daty.
Naturalne momenty powrotu: zmiana wysokości raty, doniesienia o rozstrzygnięciach w podobnych sprawach, koniec roku podatkowego. Kontakt w takim momencie ma pretekst, a nie tylko przypomnienie o sobie.
Zapisuj powód odłożenia decyzji.
„Musi porozmawiać z żoną", „czeka na wyrok", „boi się kosztów" - to trzy różne rozmowy przy powrocie. Bez notatki druga rozmowa zaczyna się od zera.
Nie oddawaj tych kontaktów nikomu innemu.
Jeżeli kupujesz sprawy z zewnątrz, upewnij się, że kontakt nieprzyjęty albo odłożony nie wraca do puli i nie jest sprzedawany dalej. W niszy o tak długim cyklu decyzyjnym to różnica między portfelem a przeciekającym wiadrem.
WIBOR jest dobrą drugą niszą i złą pierwszą. Powody:
Ostatni punkt jest tym, który warto policzyć. Nisza pokrewna nie wymaga nowego działu; nisza obca wymaga. A skala, w jakiej warto brać sprawy z tej niszy, powinna być decyzją opartą na tym, ile miesięcy bez przychodu z niej wytrzyma Twoja firma - bo tego akurat nie musisz zgadywać, to jest liczba, którą masz.
Czy sprawy WIBOR konwertują lepiej czy gorzej niż SKD?
Zgłoszenia w WIBOR łatwiej przechodzą kwalifikację formalną, ale mają istotnie dłuższy cykl decyzyjny. Przy tej samej liczbie kontaktów podpisy pojawiają się później i wymagają więcej rozmów.
Jakie oczekiwania klienta są najbardziej ryzykowne?
Szybkie rozstrzygnięcie i pewny wynik. Obie obietnice zwracają się rezygnacją w trakcie postępowania i negatywnymi opiniami.
Czy warto wchodzić w WIBOR, jeśli kancelaria nie ma spraw kredytowych?
Rzadko. Kompetencja i zaplecze procesowe są tu istotne, a bez doświadczenia w sprawach kredytowych koszt uczenia się nakłada się na długi cykl przychodowy.
Co robić z kontaktami, które mówią „poczekam"?
Traktować jako aktywny portfel i wracać do nich zaplanowanie. W tej niszy znacząca część podpisów pochodzi z kontaktów, które przy pierwszej rozmowie odmówiły.